Wyjątkowo dużo pirotechniki i przerwy w meczu
Podczas niedzielnego meczu Wisły Kraków z Ruchem Chorzów na stadionie przy ul. Reymonta pojawiło się około 30 tysięcy kibiców Wisły oraz około 3 tysięcy kibiców gości. Atmosfera na trybunach była gorąca, jednak odpalona przez wiślaków ogromna ilość pirotechniki - w tym rakietnice - zmusiła sędziego do przerwania spotkania na kilka minut i sprowadzenia zawodników do pobliża ławek rezerwowych dla ich bezpieczeństwa.
Kibice Ruchu również odpalali pirotechnikę w pierwszej i drugiej połowie, co wielokrotnie powodowało przerywanie gry. Łącznie pierwsza połowa trwała blisko godzinę, a druga również była przedłużona o ponad dziesięć minut.
Możliwe dotkliwe kary dla Wisły Kraków
Organizatorzy oraz piłkarskie władze odnotowały zdarzenia w protokole meczowym, a Wisła Kraków może zostać ukarana nie tylko finansowo, ale także grozi jej zamknięcie trybuny, z której odpalano pirotechnikę w takiej ilości. Policja ma prawo wystąpić do wojewody o zamknięcie stadionu lub wybranej trybuny, jednak decyzja należy do wojewody.
Stanowisko klubu i ewentualne rozwiązania
Klub może technicznie próbować ograniczyć użycie pirotechniki, na przykład poprzez niewpuszczanie tzw. sektorówek, ale w praktyce żaden z prezesów polskich klubów piłkarskich, w tym również Jarosław Królewski, tego nie robi ze względu na relacje z kibicami.
"Atmosfera na meczu była wspaniała przez większość czasu, ale zdajemy sobie sprawę, że to wydarzenie może teraz trochę kosztować Wisłę" — Jarosław Królewski, współwłaściciel Wisły Kraków
Konsekwencje przekroczenia norm pirotechniki
Odpalanie pirotechniki jest w Polsce formalnie zabronione, ale często kończy się jedynie karami finansowymi. Tym razem jednak ilość i rodzaj pirotechniki przekroczyły wszelkie normy, w związku z czym kara może być znacznie surowsza niż zwykła grzywna nałożona przez PZPN.