Pikniki dziecięce jako przyczyna sporu
Przy deptaku na ulicy Jasnej w Tarnowie, na jednym z większych osiedli, od maja działa lodziarnia Mona Liza, prowadzona przez Milenę Grzesik i Pawła Jasińskiego. Miejsce oferuje ławeczki, stoliki oraz huśtawki, a także organizuje pikniki dla dzieci z muzyką, dmuchańcami i malowaniem twarzy, zwykle raz lub dwa razy w miesiącu, w niedziele między 10 a 18.
Wzajemne pretensje właścicieli i sąsiadów
Choć właściciele lodziarni podkreślają, że eventy mają sprawiać radość dzieciom i integrować rodziny, mieszkańcy sąsiadującego z lokalem domu buntują się przeciwko hałasowi i uciążliwościom. Skarżą się na głośne piski, muzykę i ciągłe imprezy, które według nich zakłócają spokój, zwłaszcza w niedziele.
"Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczaliśmy, że ktoś zrobi sobie pod naszymi oknami plac zabaw, dmuchańce i huśtawki. Potrzebujemy spokoju, żeby odpocząć." — właścicielka domu przy ul. Jasnej
Sąsiedzi zaznaczają, że zgodnie z planem przestrzennym miasta ulica Jasna jest przeznaczona pod budownictwo jednorodzinne i działalność nieuciążliwą. W związku z tym zgłaszali swoje skargi do straży miejskiej, policji i urzędów, a nawet zatrudnili prawnika.
Reakcja służb i dalszy ciąg sporu
Policja potwierdziła, że wpłynęły trzy zgłoszenia dotyczące głośnych imprez, jednak interwencje nie potwierdziły zasadności zarzutów. Młodszy aspirant Kamil Wójcik z KMP w Tarnowie wyjaśnia:
"Złożone zawiadomienie dotyczące zakłócenia porządku publicznego zostało zakończone odstąpieniem z uwagi na brak podstaw do ukarania."
W ramach konfliktu mieszkańcy powiesili na ogrodzeniu banery wyrażające sprzeciw wobec hałasu i dmuchańców, z hasłem: „Lody tak, dmuchańce i hałas – nie!”. Właściciele lodziarni odpowiedzieli w humorystyczny sposób, eksponując u siebie kartki z napisami m.in. „Przepraszamy za sąsiadów” oraz „Może po prostu nie lubią dzieci. Ale my je kochamy!”
Wsparcie i działania prawne obu stron
Milena Grzesik podjęła kroki prawne przeciwko sąsiadom, kierując sprawę do prokuratury z powodu nękania lodziarni. Jednocześnie w „Mona Lizie” trwa zbiórka podpisów poparcia dla organizacji imprez – na liście jest około 200 osób.
Pikniki nadal budzą emocje, a mieszkańcy mają podzielone opinie, jak podkreśla spotkana na miejscu pani Ewa:
"To tylko dzieciaczki, przecież muszą się gdzieś wyszaleć. Nie widzę w tym nic złego, zwłaszcza że to nie odbywa się często."